Czekając na koniec świata :: utwory do wierszy Czesława Miłosza - Jarek Kordaczuk
Czesław Miłosz, wiersze, Piosenka o końcu świata czyli Koniec świata w poetycko-muzycznym wydaniu. ProForma - zespół wokalny muzyki północnej i popołudniowej. Monoctone - instrument elektroniczny, sensory sterujące syntezatorem modularnym Deopfer A-100 (lub dowolnym syntezatorem sterowanym napięciowo - CV). Moduły sterownika - Grzybek Electronics. Utwory elektroakustyczne oraz utwory a cappella na chór mieszany i głos solowy. Koniec świata muzyka - czyli muzyka na koniec świata, koniec czasu. Apokalipsa. Piosenka o końcu świata Czesława Miłosza. Polifonia eksperymentalna - aleatoryzm kontrolowany i ruchome klastery. Klaster występuje tu w dwóch odmianach, jako klaster polifoniczny i klaster sonorystyczny. Muzyka współczesna inspirowana wierszami Czesława Miłosza wykonywana przez chór kameralny (utwór może być wykonywany również przez chór symfoniczny, ze względu na stopień zaawansowania wykonawczego zaleca się wykonywanie utworu przez chór zawodowy raczej niż chór amatorski. Beatbox - efekty perkusyjne generowane przez chór, zespół wokalny. Spółgłoski i samogłoski jako środki artystycznego wyrazu. Zapis fonetyczny i tradycyjny partii wokalnych. Patrz: notacja muzyczna oraz współczesna notacja muzyczna. Nuty na chór do pobrania na stronie kompozytora.

Czekając na koniec świata Cykl utworów do wierszy Czesława Miłosza na głos solowy, zespół wokalny i elektronikę Kwadrans Czekając na koniec świata Jak wiele rzeczy w naszym życiu powstaje w ciągu kwadransa, który pozostał nam do obiadu, planowanego wyjścia do teatru czy przyjścia gości! Ten kwadrans czasem  przedłuża się niepostrzeżenie, bo goście się spóźnili o pół godziny. Albo trwa całą noc - bo zajęci wypełnianiem wolnej chwili nie zauważyliśmy, że wcale nie przyszli, a słońce w międzyczasie już ponownie wstało. Jeśli potraktować to nasze wypełnianie wolnego kwadransa jako metaforę, to być może można by było znaleźć dla niej model tak w całym życiu człowieka "aż do śmierci" jak w istnieniu świata w ogóle. Naciągane? Być może. Ale jak wiele kultur oczekuje końca świata już od tysięcy lat - wiedzą coś tym żydzi, chrześcijanie, muzułmanie... ateiści (sic!) etc. Jak wiele razy ten koniec świata był już tuż tuż, dosłownie za kwadrans?... No i jak wiele w tym międzyczasie udało się zrobić! Oj, długo by wymieniać. Nasz kwadrans trwał tym razem ok. 9 miesięcy. Tyle właśnie zajęło nam ukończenie projektu od pierwszych szkiców nutowych poprzez premierę utworu do przygotowania mastera CD. W tym czasie zajmowaliśmy się intensywnie lekturą poezji Czesława Miłosza i wyborem 7 inspirujących nas wierszy. Czytaniem ich wielokrotnym. Tworzeniem cyklu utworów na głos, zespół wokalny i elektronikę, ich zapisu nutowego. Prawykonaniem (koncert w grudniu 2011). Dopracowywaniem prototypu instrumentu elektronicznego o hyperekspresyjnych możliwościach i nazwie Monoctone. Również szlifowaniem techniki gry na nim. Projektowaniem dźwięków syntezatorów analogowych i cyfrowych. Nagrywaniem poetycko brzmiącego głosu Basi i zestawianiem go z quasi-syntetycznymi niekiedy (ale do bólu naturalnymi!) współbrzmieniami ProFormiaków. Edytowaniem, submiksowaniem, miksowaniem, zgrywaniem, słuchaniem, poprawianiem, zgrywaniem, słuchaniem, poprawianiem, zgrywaniem, słuchaniem... A koniec świata?... No cóż, jeszcze czekamy - a w wolnym kwadransie nauczyliśmy Basię jeździć na rowerze. Basia Raduszkiewicz (kolor), Jarek Kordaczuk (kolor), Zespół wokalny ProForma Fotografia z albumu CD Czekając na koniec świata, fot. Jarosław Poliwko   Album CD Czekając na koniec świata słowa Czesław Miłosz muzyka Jarek Kordaczuk śpiew Basia Raduszkiewicz zespół wokalny ProForma electronics Jarek Kordaczuk Recording & Mastering :: Studio Ruchome Dźwięki Graphic design :: Adam Smoczyński Photo :: Jarosław Poliwko Production :: 6dB Records ProForma Alicja Westerlich, Justyna Fandrejewska, Justyna Łuńska, Agnieszka Słowińska, Małgosia Wawruk, Emilia Kitłowska, Magda Mieczkowska, Tomasz Łukaszuk, Michał Karwowski, Łukasz Napiwodzki, Grzegorz Kolendo, Robert Kuriata, Mariusz Mieczkowski, Marcin Wawruk (dyrygent) Wykorzystane wiersze Czesława Miłosza Wiara, Nadzieja, Miłość, Piosenka o końcu świata z  tomu Ocalenie, 1945 Tak mało z tomu Gdzie wschodzi słońce i kiedy zapada, 1974 Po wygnaniu z tomu Nieobjęta ziemia, 1984 Sens z tomu Dalsze okolice, 1991. Miasto młodości z tomu Na brzegu rzeki, 1994 Alkoholik wstępuje w bramę niebios z tomu To, 2000 Dziękujemy Anthony’emu Miloszowi za zgodę na wykorzystanie utworów Czesława Miłosza. Agnieszce Kosińskiej dziękujemy za konsultacje merytoryczne oraz za uzyskanie zgody. Album CD dostępny na  6dB Records: www.6db.pl/czekajac-na-koniec-swiata.html    Basia Raduszkiewicz, ProForma, fot. Jarosław Poliwko.   Po wygnaniu Czesław Miłosz Po wygnaniu Już nie goń. Cicho. Jak miękko deszcz pada Na dachy tego miasta. Jak wszystko jest Doskonałe. Teraz, dla was dwojga budzących się W królewskim łożu pod oknem mansardy. Dla mężczyzny i kobiety. Albo dla jednej rośliny Podzielonej na męskość i żeńskość, które tęskniły do siebie. Tak, to mój podarunek. Nad popiołami. Na gorzkiej, gorzkiej ziemi. Nad podziemnym Echem wezwań i przysiąg. Abyście o poranku Byli uważni: pochylenie głowy, Ręka z grzebieniem, dwie twarze w lustrze Są tylko raz, na zawsze. I niekoniecznie w pamięci. Abyście byli uważni na to, co jest chociaż mija I w każdej chwili wdzięczni, świętujący wszelkie istnienie. Ten mały park, zielonawe popiersia z marmuru W świetle perłowym, w letni drobny deszcz Niech jak był kiedy pchnęliście furtkę zostanie. I ulica wysokich zliszajonych bram, Którą ta wasza miłość nagle przemieniła. Miasto młodości Czesław Miłosz Miasto młodości Przystojniej byłoby nie żyć. A żyć nie jest przystojnie, Powiada ten, kto wrócił po bardzo wielu latach Do miasta swojej młodości. Nie było nikogo Z tych, którzy kiedyś chodzili tymi ulicami, I teraz nic nie mieli oprócz jego oczu. Potykając się, szedł i patrzył zamiast nich Na światło, które kochali, na bzy, które znów kwitły. Jego nogi, bądź co bądź, były doskonalsze Niż nogi bez istnienia. Płuca wdychały powietrze Jak zwykle u żywych, serce biło Zdumiewając, że bije. W ciele teraz biegła Ich krew, jego arterie żywiły ich tlenem. W sobie czuł ich wątroby, trzustki i jelita. Męskość i żeńskość, minione, w nim się spotykały, I każdy wstyd, każdy smutek, każda miłość. Jeżeli nam dostępne rozumienie, Myślał, to w jednej współczującej chwili, Kiedy co mnie od nich oddzielało, ginie, I deszcz kropel z kiści bzu sypie się na twarz Jego, jej i moją równocześnie. Sens Czesław Miłosz Sens Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata. Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca. Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie. Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało. Co było niepojęte, będzie pojęte. A jeżeli nie ma podszewki świata? Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc Następują po sobie nie dbając o sens I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi? Gdyby tak było, to jednak zostanie Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta, Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony, Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk I protestuje, woła, krzyczy. Alkoholik... Czesław Miłosz Alkoholik wstępuje w bramę niebios Jaki będę, Ty wiedziałeś od początku. I od początku każdego żywego stworzenia. To musi być okropne, mieć taką świadomość, w której są równoczesne jest, będzie i było. Żyć zaczynałem ufny i szczęśliwy, pewny, że dla mnie co dzień wschodzi słońce, i dla mnie otwierają się poranne kwiaty. Od rana do wieczora biegałem w zaczarowanym ogrodzie. Nic a nic nie wiedząc, że Ty z Księgi Genów wybierasz mnie na nowy eksperyment, jakbyś nie dosyć miał na to dowodów, że tak zwana wolna wola nic nie poradzi wbrew przeznaczeniu. Pod twoim ubawionym spojrzeniem cierpiałem jak liszka żywcem wbita na kolec tarniny. Otwierała się przede mną straszność tego świata. Czyż mogłem nie uciekać od niej w urojenie? w trunek, po którym ustaje szczękanie zębami, topnieje gniotąca pierś rozpalona kula i można myśleć, że jeszcze będę żyć jak inni? Aż zrozumiałem, że tylko błądzę od nadziei do nadziei i zapytałem Ciebie, Wszechwiedzący, czemu udręczasz mnie. Czy to próba, jak u Hioba, aż uznam moją wiarę za ułudę i powiem: nie ma Ciebie ni twoich wyroków, a rządzi tu na ziemi tylko przypadek? Jak możesz patrzeć na równoczesny, miliardokrotny ból? Myślę, że ludzie, jeżeli z tego powodu nie mogą uwierzyć, że jesteś, zasługują w Twoich oczach na pochwałę. Ale może dlatego, że litowałeś się bez miary, zstąpiłeś na ziemię, żeby doznać tego, co czują śmiertelne istoty. Znosząc ból ukrzyżowania za grzech, ale czyj? Oto ja modlę się do Ciebie, ponieważ nie modlić się nie umiem. Bo moje serce Ciebie pożąda, choć wiem, że nie uleczysz mnie. I tak ma być, żeby ci, którzy cierpią, dalej cierpieli, wysławiając Twoje Imię. Tak mało Czesław Miłosz Tak mało Tak mało powiedziałem. Krótkie dni. Krótkie dni, Krótkie noce, Krótkie lata. Tak mało powiedziałem, Nie zdążyłem. Serce moje zmęczyło się Zachwytem, Rozpaczą, Gorliwością, Nadzieją. Paszcza lewiatana Zamykała się na mnie. Nagi leżałem na brzegach Bezludnych wysp. Porwał mnie w otchłań ze sobą Biały wieloryb świata. I teraz nie wiem Co było prawdziwe. Wiara-Nadzieja-Miłość Czesław Miłosz Wiara Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy Listek na wodzie albo kroplę rosy I wie, że one są - bo są konieczne. Choćby się oczy zamknęło, marzyło, Na świecie będzie tylko to, co było, A liść uniosą dalej wody rzeczne. Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani Nogę kamieniem i wie, że kamienie Są po to, żeby nogi nam raniły. Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie, I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię: Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły. Nadzieja Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy, Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem, I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie. A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem, Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie. Wejść tam nie można. Ale jest na pewno. Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli, Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną W ogrodzie świata byśmy zobaczyli. Niektórzy mówią, że nas oko łudzi I że nic nie ma, tylko się wydaje, Ale ci właśnie nie mają nadziei. Myślą, że kiedy człowiek się odwróci, Cały świat za nim zaraz by przestaje, Jakby porwały go ręce złodziei. Miłość Miłość to znaczy popatrzeć na siebie, Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy, Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu. A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie, Ze zmartwień różnych swoje serce leczy, Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu. Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć, Żeby stanęły w wypełnienia łunie. To nic, że czasem nie wie, czemu służyć: Nie ten najlepiej służy, kto rozumie. Piosenka o końcu świata Czesław Miłosz Piosenka o końcu świata W dzień końca świata Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji, Rybak naprawia błyszczącą sieć. Skaczą w morzu wesołe delfiny, Młode wróble czepiają się rynny I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć. W dzień końca świata Kobiety idą polem pod parasolkami, Pijak zasypia na brzegu trawnika, Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa, Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa I noc gwiaździstą odmyka. A którzy czekali błyskawic i gromów, Są zawiedzeni. A którzy czekali znaków i archanielskich trąb, Nie wierzą, że staje się już. Dopóki słońce i księżyc są w górze, Dopóki trzmiel nawiedza różę, Dopóki dzieci różowe się rodzą, Nikt nie wierzy, że staje się już. Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem, Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie, Powiada przewiązując pomidory: Innego końca świata nie będzie, Innego końca świata nie będzie. Muzyka eksperymentalna Instalacje Muzyka chóralna Utwory solowe Muzyka improwizowana Muzyka akusmatyczna Muzyka elektroniczna Monoctone Utwory dla dzieci Jarek Kordaczuk mp3 Dark Energy Agnieszka Kołodyńska Pantomima Muzyka elektroakustyczna Muzyka instrumentalno-wokalna Muzyka instrumentalna Muzyczne interpretacje baśni Kompozycje Adam Smoczyński Muzyka sakralna EWI ProForma Muzyka teatralna Jan Brzechwa Julian Tuwim Sebastian Wypych Piosenka poetycka Poezja śpiewana Jarosław Kordaczuk Aranżacje Wideoklipy Filmy animowane Titelituralia Utwory onomatopeiczne Teatr dźwięku Pokój pełen baśni Centrum Sztuki Dziecka Cezary Konrad Krzysztof Herdzin Basia Raduszkiewicz Muzyka dla dzieci

English
Wszystkie projekty
Wszystkie projekty
Basia RaduszkiewiczMuzyka improwizowana
Centrum Sztuki DzieckaMuzyka instrumentalna
MonoctoneMuzyka instrumentalno-wokalna
Muzyczne interpretacje baśniMuzyka teatralna
Muzyka akusmatycznaPiosenka poetycka
Muzyka dla dzieciTeatr dźwięku
Muzyka eksperymentalnaUtwory dla dzieci
Muzyka elektroakustycznaUtwory onomatopeiczne

Czekając na koniec świata

Cykl utworów do wierszy Czesława Miłosza na głos solowy, zespół wokalny i elektronikę

 

Po wygnaniu
słowa: Czesław Miłosz
muzyka: Jarek Kordaczuk

wykonawcy:
Basia Raduszkiewicz (śpiew)
Zespół wokalny ProForma
Jarek Kordaczuk (elektronika, monoctone)
Miasto młodości
słowa: Czesław Miłosz
muzyka: Jarek Kordaczuk

wykonawcy:
Basia Raduszkiewicz (śpiew)
Zespół wokalny ProForma
Jarek Kordaczuk (EWI)
Sens
słowa: Czesław Miłosz
muzyka: Jarek Kordaczuk

wykonawcy (a cappella):
Basia Raduszkiewicz (śpiew)
Zespół wokalny ProForma

Alkoholik
tytuł oryginału: Alkoholik wstępuje w bramę niebios
słowa: Czesław Miłosz
muzyka: Jarek Kordaczuk

wykonawcy:
Basia Raduszkiewicz (śpiew)
Zespół wokalny ProForma
Jarek Kordaczuk (fortepian, elektronika)
Tak mało
słowa: Czesław Miłosz
muzyka: Jarek Kordaczuk

wykonawcy (a cappella):
Basia Raduszkiewicz (śpiew)
Zespół wokalny ProForma
Wiara-Nadzieja-Miłość
słowa: Czesław Miłosz
muzyka: Jarek Kordaczuk

wykonawcy:
Basia Raduszkiewicz (śpiew)
Zespół wokalny ProForma
Jarek Kordaczuk (monoctone, elektronika)
Piosenka o końcu świata
słowa: Czesław Miłosz
muzyka: Jarek Kordaczuk

wykonawcy:
Basia Raduszkiewicz (śpiew)
Zespół wokalny ProForma
Jarek Kordaczuk (elektronika, fortepian)

Już nie goń.

Cicho.

Jak miękko pada deszcz

na dachy tego miasta.

Jak wszystko jest doskonałe

Doskonałe

Teraz, dla was dwojga

budzących się w królewskim łożu

pod oknem mansardy.

Dla mężczyzny i kobiety.

Albo dla jednej rośliny

podzielonej na męskość i żeńskość,

które tęskniły do siebie.

Doskonały

To twój podarunek?

Tak, to mój podarunek.

Nad popiołami?

Tak, nad popiołami.

Nad podziemnym echem?

Tak, nad podziemnym echem wezwań i przysiąg.

Abyście o poranku

byli uważni

pochylenie głowy,

ręka z grzebieniem,

dwie twarze w lustrze

Są tylko raz, na zawsze.

I niekoniecznie w pamięci.

Abyście byli uważni na to, co jest chociaż mija

i w każdej chwili wdzięczni, świętujący wszelkie istnienie.

Ten mały park,

zielonawe popiersia z marmuru

w świetle perłowym,

w letni drobny deszcz

Niech, jak był,

kiedy pchneliście furtkę

zostanie.

I ulica wysokich zliszajonych bram,

którą ta wasza miłość

nagle

Przystojniej byłoby nie żyć.

A żyć nie jest przystojnie,

powiada ten, kto wrócił

po bardzo wielu latach

do miasta swojej młodości.

Nie było nikogo z tych którzy kiedyś chodzili tymi ulicami

I teraz nic nie mieli

oprócz jego oczu.

Potykając się, szedł i patrzył zamiast nich na światło, które kochali,

na bzy, które znów kwitły.

Jego nogi

bądź co bądź, były doskonalsze niż nogi bez istnienia.

Płuca wdychały powietrze, jak zwykle u żywych

serce biło, serce biło,

zdumiewając, że bije.

W ciele teraz biegła ich krew,

jego arterie żywiły ich tlenem.

W sobie czuł ich wątroby,

trzustki i jelita,

męskość i żeńskość, minione, w nim się spotykały,

i każy wstyd, każdy smutek, każda miłosć.

Przystojniej byłoby nie żyć.

A żyć nie jest przystojnie,

powiada ten, kto wrócił

po bardzo wielu latach

do miasta swojej młodości.

Nie było nikogo z tych którzy kiedyś chodzili tymi ulicami

I teraz nic nie mieli

oprócz jego oczu.

Potykając się, szedł i patrzył zamiast nich na światło, które kochali,

na bzy, które znów kwitły.

Jego nogi

bądź co bądź, były doskonalsze niż nogi bez istnienia.

Płuca wdychały powietrze, jak zwykle u żywych

serce biło, serce biło,

zdumiewając, że bije.

W ciele teraz biegła ich krew,

jego arterie żywiły ich tlenem.

W sobie czuł ich wątroby,

trzustki i jelita,

męskość i żeńskość, minione, w nim się spotykały,

i każy wstyd, każdy smutek, każda miłosć.

Przystojniej byłoby nie żyć.

A żyć nie jest przystojnie,

powiada ten, kto wrócił

po bardzo wielu latach

do miasta swojej młodości.

Nie było nikogo z tych którzy kiedyś chodzili tymi ulicami

I teraz nic nie mieli

oprócz jego oczu.

Potykając się, szedł i patrzył zamiast nich na światło, które kochali,

na bzy, które znów kwitły.

Jego nogi

bądź co bądź, były doskonalsze niż nogi bez istnienia.

Płuca wdychały powietrze, jak zwykle u żywych

serce biło, serce biło,

zdumiewając, że bije.

W ciele teraz biegła ich krew,

jego arterie żywiły ich tlenem.

W sobie czuł ich wątroby,

trzustki i jelita,

męskość i żeńskość, minione, w nim się spotykały,

i każy wstyd, każdy smutek, każda miłosć.

Jeżeli nam dostępne rozumienie, myślał,

to w jednej współczującej chwili,

kiedy co mnie od nich oddzielało, ginie,

I deszcz kropel z kiści bzu

sypie się na twarz

Jego,

jej

i moją

równocześnie.

Kiedy umrę

Kiedy umrę

Kiedy umrę,

zobaczę podszewkę świata.

Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.

Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.

Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.

Co było niepojęte, będzie pojęte.

A jeżeli...

A jeżeli

A jeżeli

A jeżeli nie ma podszewki świata?

Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem

tylko drozdem, tylko drozdem, drozdem na gałęzi,

jeżeli dzień i noc następują po sobie nie dbając o sens

i nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?

Gdyby tak było...

Gdyby tak było

Gdyby tak było

Gdyby tak było

Gdyby tak było, to jednak zostanie

słowo raz obudzone przez nietrwałe usta,

które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,

na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk

Jaka będę,

Ty wiedziałeś od początku.

I od początku każdego żywego stworzenia.

To musi być okropne, mieć taką świadomość,

w której są równoczesne

jest,

będzie

i było.

Żyć zaczynałam ufna i szczęśliwa,

pewna, że dla mnie co dzień wschodzi słońce,

i dla mnie otwierają się poranne kwiaty.

Od rana do wieczora biegałem w zaczarowanym ogrodzie.

zaczarowanym

Nic a nic nie wiedząc, że Ty z Księgi Genów

wybierasz mnie na nowy eksperyment,

jakbyś nie dosyć miał na to dowodów,

że tak zwana wolna wola

nic nie poradzi wbrew przeznaczeniu.

Pod twoim ubawionym spojrzeniem cierpiałam jak liszka żywcem wbita na kolec tarniny.

Otwierała się przede mną straszność tego świata.

straszność tego świata

Czyż mogłam nie uciekać od niej w urojenie?

w trunek, po którym ustaje szczękanie zębami,

topnieje gniotąca pierś rozpalona kula

i można myśleć, że jeszcze będę żyć jak inni?

Aż zrozumiałam, że tylko błądzę od nadziei do nadziei

i zapytałam Ciebie, Wszechwiedzący,

czemu dręczysz mnie.

Czy to próba, jak u Hioba, aż uznam moją wiarę za ułudę

i powiem:

nie ma Ciebie ni twoich wyroków, a rządzi tu na ziemi tylko przypadek.

Jak możesz patrzeć na równoczesny, miliardokrotny ból?

Myślę, że ludzie,

jeżeli z tego powodu

nie mogą uwierzyć,

że jesteś,

zasługują w Twoich oczach na pochwałę.

Ale może dlatego,

że litowałeś się bez miary,

zstąpiłeś na ziemię,

żeby doznać tego, co czują

śmiertelne

istoty.

Znosząc ból ukrzyżowania za grzech, ale czyj?

Oto ja modlę się do Ciebie,

ponieważ nie modlić się nie umiem.

Bo moje serce Ciebie pożąda,

Tak mało powiedziałam.

Krótkie dni.

Tak mało powiedziałam.

Krótkie noce.

Tak mało, mało powiedziałam.

Krótkie lata.

Krótkie dni, krótkie noce, krótkie lata.

Tak mało powiedziałam.

Tak mało, nie zdążyłam

Tak mało,

Nie zdążyłam.

Nie zdążyłaś

Tak mało powiedziałam.

Krótkie dni.

Tak mało powiedziałam.

Krótkie noce.

Tak mało, mało powiedziałam.

Serce moje

zmęczyło się

zachwytem,

rozpaczą,

gorliwością,

nadzieją.

Serce moje

zmęczyło się

Paszcza lewiatana

zamykała się na mnie.

Naga leżałam

na brzegach bezludnych wysp

Porwał mnie w otchłań ze sobą biały wieloryb świata.

I teraz nie wiem,

co było prawdziwe.

Nie wiem

Wiara jest wtedy,

kiedy ktoś zobaczy

listek na wodzie

albo kroplę rosy

i wie, że one są - bo są konieczne.

Choćby się oczy zamknęło, marzyło,

na świecie będzie tylko to, co było,

a liść uniosą dalej wody rzeczne.

Wiara jest także,

jeżeli ktoś zrani nogę kamieniem

i wie, że kamienie są po to, by nogi raniły.

Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie

i nasz i kwiatów cień pada na ziemię:

Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy, że ziemia nie jest snem,

lecz żywym ciałem

i że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.

A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem, są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można, ale jest na pewno.

Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,

jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną

w ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

Niektórzy mówią, że oko nas łudzi

i że nic nie ma, tylko się wydaje,

ale ci właśnie nie mają nadziei.

Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,

cały świat za nim zaraz być przestaje,

jakby porwały go ręce złodziei.

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,

tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,

bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.

A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,

ze zmartwień różnych swoje serce leczy,

ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.

Przyjacielu...

Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,

żeby stanęły w wypełnienia łunie.

To nic, to nic,

że czasem nie wie, czemu służyć:

Nie ten najlepiej służy,

Dzień końca świata

W dzień końca świata pszczoła,

w dzień końca świata krąży,

pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,

rybak naprawia błyszczącą sieć.

Skaczą w morzu wesołe,

skaczą w morzu delfiny,

młode wróble czepiają się rynny

i wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

Końca świata dzień

W dzień końca świata kobiety idą,

w dzień końca świata polem pod parasolkami,

pijak zasypia na brzegu trawnika,

nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa

i łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,

dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa

i noc gwiaździstą

odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów, są zawiedzeni.

A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,

nie wierzą, że staje się już.

Nie wierzą, że staje się już.

Nie wierzą, że staje się

Dopóki słońce i księżyc są w górze,

dopóki trzmiel nawiedza różę,

dopóki dzieci różowe się rodzą

Nikt nie wierzy

nikt

nikt nie wierzy, że staje się

nikt nie wierzy, że staje się już

nikt nie wierzy

Tylko siwy staruszek,

który byłby prorokiem,

ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,

powiada

przewiązując pomidory:

Innego końca świata nie będzie

Innego końca świata nie będzie

Innego końca świata nie będzie

Czekając na koniec świata

Jak wiele rzeczy w naszym życiu powstaje w ciągu kwadransa, który pozostał nam do obiadu, planowanego wyjścia do teatru czy przyjścia gości! Ten kwadrans czasem  przedłuża się niepostrzeżenie, bo goście się spóźnili o pół godziny. Albo trwa całą noc - bo zajęci wypełnianiem wolnej chwili nie zauważyliśmy, że wcale nie przyszli, a słońce w międzyczasie już ponownie wstało. Jeśli potraktować to nasze wypełnianie wolnego kwadransa jako metaforę, to być może można by było znaleźć dla niej model tak w całym życiu człowieka "aż do śmierci" jak w istnieniu świata w ogóle. Naciągane? Być może. Ale jak wiele kultur oczekuje końca świata już od tysięcy lat - wiedzą coś tym żydzi, chrześcijanie, muzułmanie... ateiści (sic!) etc. Jak wiele razy ten koniec świata był już tuż tuż, dosłownie za kwadrans?... No i jak wiele w tym międzyczasie udało się zrobić! Oj, długo by wymieniać.

Nasz kwadrans trwał tym razem ok. 9 miesięcy. Tyle właśnie zajęło nam ukończenie projektu od pierwszych szkiców nutowych poprzez premierę utworu do przygotowania mastera CD. W tym czasie zajmowaliśmy się intensywnie lekturą poezji Czesława Miłosza i wyborem 7 inspirujących nas wierszy. Czytaniem ich wielokrotnym. Tworzeniem cyklu utworów na głos, zespół wokalny i elektronikę, ich zapisu nutowego. Prawykonaniem (koncert w grudniu 2011). Dopracowywaniem prototypu instrumentu elektronicznego o hyperekspresyjnych możliwościach i nazwie Monoctone. Również szlifowaniem techniki gry na nim. Projektowaniem dźwięków syntezatorów analogowych i cyfrowych. Nagrywaniem poetycko brzmiącego głosu Basi i zestawianiem go z quasi-syntetycznymi niekiedy (ale do bólu naturalnymi!) współbrzmieniami ProFormiaków. Edytowaniem, submiksowaniem, miksowaniem, zgrywaniem, słuchaniem, poprawianiem, zgrywaniem, słuchaniem, poprawianiem, zgrywaniem, słuchaniem...

A koniec świata?... No cóż, jeszcze czekamy - a w wolnym kwadransie nauczyliśmy Basię jeździć na rowerze.

Basia Raduszkiewicz (kolor), Jarek Kordaczuk (kolor), Zespół wokalny ProForma

Fotografia z albumu CD Czekając na koniec świata,
fot. Jarosław Poliwko
 



Czesław Miłosz






Po wygnaniu

Już nie goń. Cicho. Jak miękko deszcz pada
Na dachy tego miasta. Jak wszystko jest
Doskonałe. Teraz, dla was dwojga budzących się
W królewskim łożu pod oknem mansardy.
Dla mężczyzny i kobiety. Albo dla jednej rośliny
Podzielonej na męskość i żeńskość, które tęskniły do siebie.
Tak, to mój podarunek. Nad popiołami.
Na gorzkiej, gorzkiej ziemi. Nad podziemnym
Echem wezwań i przysiąg. Abyście o poranku
Byli uważni: pochylenie głowy,
Ręka z grzebieniem, dwie twarze w lustrze
Są tylko raz, na zawsze. I niekoniecznie w pamięci.
Abyście byli uważni na to, co jest chociaż mija
I w każdej chwili wdzięczni, świętujący wszelkie istnienie.
Ten mały park, zielonawe popiersia z marmuru
W świetle perłowym, w letni drobny deszcz
Niech jak był kiedy pchnęliście furtkę zostanie.
I ulica wysokich zliszajonych bram,
Którą ta wasza miłość nagle przemieniła.



Czesław Miłosz






Miasto młodości

Przystojniej byłoby nie żyć. A żyć nie jest przystojnie,
Powiada ten, kto wrócił po bardzo wielu latach
Do miasta swojej młodości. Nie było nikogo
Z tych, którzy kiedyś chodzili tymi ulicami,
I teraz nic nie mieli oprócz jego oczu.
Potykając się, szedł i patrzył zamiast nich
Na światło, które kochali, na bzy, które znów kwitły.
Jego nogi, bądź co bądź, były doskonalsze
Niż nogi bez istnienia. Płuca wdychały powietrze
Jak zwykle u żywych, serce biło
Zdumiewając, że bije. W ciele teraz biegła
Ich krew, jego arterie żywiły ich tlenem.
W sobie czuł ich wątroby, trzustki i jelita.
Męskość i żeńskość, minione, w nim się spotykały,
I każdy wstyd, każdy smutek, każda miłość.
Jeżeli nam dostępne rozumienie,
Myślał, to w jednej współczującej chwili,
Kiedy co mnie od nich oddzielało, ginie,
I deszcz kropel z kiści bzu sypie się na twarz
Jego, jej i moją równocześnie.


Czesław Miłosz






Sens

Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata.
Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.
Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.
Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.
Co było niepojęte, będzie pojęte.
A jeżeli nie ma podszewki świata?
Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
Następują po sobie nie dbając o sens
I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?
Gdyby tak było, to jednak zostanie
Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta,
Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,
Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk
I protestuje, woła, krzyczy.


Czesław Miłosz






Alkoholik wstępuje w bramę niebios

Jaki będę, Ty wiedziałeś od początku.
I od początku każdego żywego stworzenia.

To musi być okropne, mieć taką świadomość,
w której są równoczesne
jest, będzie i było.

Żyć zaczynałem ufny i szczęśliwy,
pewny, że dla mnie co dzień wschodzi słońce,
i dla mnie otwierają się poranne kwiaty.
Od rana do wieczora biegałem w zaczarowanym ogrodzie.

Nic a nic nie wiedząc, że Ty z Księgi Genów
wybierasz mnie na nowy eksperyment,
jakbyś nie dosyć miał na to dowodów,
że tak zwana wolna wola
nic nie poradzi wbrew przeznaczeniu.

Pod twoim ubawionym spojrzeniem cierpiałem
jak liszka żywcem wbita na kolec tarniny.
Otwierała się przede mną straszność tego świata.

Czyż mogłem nie uciekać od niej w urojenie?
w trunek, po którym ustaje szczękanie zębami,
topnieje gniotąca pierś rozpalona kula
i można myśleć, że jeszcze będę żyć jak inni?

Aż zrozumiałem, że tylko błądzę od nadziei do nadziei
i zapytałem Ciebie, Wszechwiedzący, czemu
udręczasz mnie. Czy to próba, jak u Hioba,
aż uznam moją wiarę za ułudę
i powiem: nie ma Ciebie ni twoich wyroków,
a rządzi tu na ziemi tylko przypadek?

Jak możesz patrzeć
na równoczesny, miliardokrotny ból?

Myślę, że ludzie, jeżeli z tego powodu nie mogą uwierzyć,
że jesteś, zasługują w Twoich oczach na pochwałę.

Ale może dlatego, że litowałeś się bez miary, zstąpiłeś na ziemię, żeby doznać tego, co czują śmiertelne istoty.
Znosząc ból ukrzyżowania za grzech, ale czyj?

Oto ja modlę się do Ciebie, ponieważ nie modlić się nie umiem.

Bo moje serce Ciebie pożąda, choć wiem, że nie uleczysz mnie.

I tak ma być, żeby ci, którzy cierpią, dalej cierpieli, wysławiając
Twoje Imię.


Czesław Miłosz






Tak mało

Tak mało powiedziałem.
Krótkie dni.

Krótkie dni,
Krótkie noce,
Krótkie lata.

Tak mało powiedziałem,
Nie zdążyłem.

Serce moje zmęczyło się
Zachwytem,
Rozpaczą,
Gorliwością,
Nadzieją.

Paszcza lewiatana
Zamykała się na mnie.

Nagi leżałem na brzegach
Bezludnych wysp.

Porwał mnie w otchłań ze sobą
Biały wieloryb świata.

I teraz nie wiem
Co było prawdziwe.


Czesław Miłosz






Wiara

Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy
I wie, że one są - bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.

Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię:
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.


Nadzieja

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.
Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.
Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz by przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.


Miłość

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
Żeby stanęły w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.


Czesław Miłosz






Piosenka o końcu świata

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.