Jarek Kordaczuk
na zawsze
powoli otwieram piekące wciąż powieki
i znów je zamykam, bo słońce mózg wypala.
próbuję po omacku odnaleźć się w pościeli
pozbierać ręce, nogi, myśli popękane
i gorzką herbatą tobą przesłodzoną
wypłukać niesmak niedotkniętej nocy.
ref.
będę na zawsze twój
będziesz na zawsze moja
tak mówiłes do wczoraj
jeszcze wczoraj każde twoje słowo
przeszywało me ciało rozkoszy dreszczem.
dziś nie wiem co bardziej rozsadza moje żyły
prócz oceanu do ostatniej kropli wylanego wina
czy twoje "odchodzę!" jak grzech niespodziewane?
czy moje "dlaczego?" jak pacierz powtarzane?
ref.
będziesz na zawsze moja
będę na zawsze twój
czy zawsze skończyło się już?
pamiętasz mówiłeś "na zawsze razem"
więc poco łomot zegara odmierza czas nie potrzebny?
nieważne są wszystkie dni które nie nadejdą.
raniąc sobie stopy roztrzaskanym szkłem,
nie czując prawie bólu podnoszę się bezwolna
i patrzę na podłogę jak plamę po winie
rozpuszcza spływająca po mym ciele krew
ref.
będę na zawsze twój
będziesz na zawsze moja
tak mówiłes do wczoraj
będę na zawsze twój
będziesz na zawsze moja
ale zawsze skończyło się wczoraj
Jarek Kordaczuk
w czasie ślad
poranna mgła
rosą po liściu spływam ja
czy świt przeciera oczy dnia
to my
to ja i ja
jedna w potokach topniejących snów
druga zabłądziła tu
i otwiera ze mną świat
(ref.)
nieba wysokość
słońca dalekość
a ja na wyciągnięcie ręki
czasu nieodgadniony zawrót głowy
zaczepia myśli czyste
to świat i ja
to ja i świat
znaczymy w czasie ślad
w deszczu słów
tysiące przemokniętych dróg
i koleiny ludzkich spraw
nad nimi ja
nade mną ja
jak ptak co suchy pragnie znaleźć ląd
by odmierzyć własny krok
przecinamy kresu wiatr
(ref.)
nieba wysokość
słońca dalekość
a ja na wyciągnięcie ręki
czasu nieodgadniony zawrót głowy
a myśli próbują być czyste
nad światem ja
nade mną świat
to w czasie wieczny ślad
wieczorna mgła
cieniem po drzewach schodzę (opadam) ja
czy zmrok zamyka oczy dnia
to my
to ja i ja
jedna w przypływach falujących snów
druga której nie ma tu
bo zamykać poszła świat
i zatrzymać czasu ślad